Archiwum z czerwiec, 2006|Strona archiwum miesięcznego

Zostałem wujkiem :D

Dziś około godziny 17:15 narodziła się moja bratanica!

foto

Prawda, że jest prześliczna :-D  

Pecha ciąg dalszy: przebita opona

Dziś podczas wycieczki która miała "przewietrzyć" mózg przed nauką złapałem gumę. Na dodatek w najdalej wysuniętym odcinku trasy którą na dziś zaplanowałem – w połowie drogi pomiędzy Dymaczewem a Łodzią (po zrobieniu ponad 18 km)! Rower prowadziłem aż do pierwszych budynków Łodzi (ponad 2,5 km). Tam zostawiłem go na przechowanie w ośrodku Markot. Spacer kontynuowałem aż za Dębno (ponad godzinę, jakieś 7 km), skąd zabrałem się "na stopa".

Wieczorem (gdy rodzice wrócili do domu) wziąłem samochód i podjechałem po rower. Po powrocie zdjąłem oponę. Dziura na szczęście jest tylko w jednym miejscu i opona nie wygląda na uszkodzoną. Jutro czeka mnie wizyta u wulkanizatora. Będę także musiał zainwestować w jakąś małą pompkę i łaty :-P

EDIT:
W sobotę wulkanizator szybko załatał dziurę (3 zł mnie to kosztowało). Ja założyłem oponę i wszystko jest już OK.

Burzowo: Nieźle zmokłem

Dziś do pracy znów pojechałem rowerem. Rano pogoda była bardzo ładna. Na popołudnie zapowiadali burze. Według pogody ICM deszcz miał przyjść po godzinie 16. Zaczęło jednak padać jakieś pół godziny wcześniej. Przymusowy postój spędziłem na przystanku autobusowym na ul. Złotowskiej (koło szkoły). Lało niesamowicie. Już po paru minutach ulica była pełna wody. Przez chwilę padał nawet grad wielkości zielonego groszku.

foto foto

Po około 30 minutach deszczu ciemne chmury przeszły. Ja ruszyłem w dalszą drogę. Drugiej fali burzy się nie spodziewałem. Zaskoczyła mnie ona około kilometra przed Dopiewcem. Przez około 5 minut jechałem w ulewie i porywistym wietrze, aż dojechałem do przystanku autobusowego. Byłem kompletnie przemoczony – kurtka przeciwdeszczowa niewiele poradziła na tak mocny atak. Po około 15 minutach gdy już deszcz zelżał ruszyłem dalej. 10 minut później wycierałem się już ręcznikiem w domu. Przynajmniej dzień nie był nudny :-D W domu nie było prądu, więc po zjedzeniu chłodnego (zawsze w mikrofalówce odgrzewam) obiadu poszedłem wysuszyć rower. Dzień wcześniej myłem i smarowałem go. Dziś musiałem zrobić wszystko od początku :-|

Szalony dzień

Wczoraj dzień miałem inny niż zwykle!

Do pracy pojechałem oczywiście rowerem. Rano na swoim biurku zastałem list od Szefa, że mam coś szybko zrobić i przywieść Mu do Collegium Minus (w centrum Poznania). Pojechałem tam oczywiście rowerem.

Po pracy spotkałem się z kumplem z liceum. Pojechaliśmy nad jezioro Strzeszyńskie. Upalna pogoda od paru dni podgrzała wodę do przyjemnej temperatury. Sezon kąpielowy uważam za otwarty ;-)

Wieczorem grała reprezentacja Polski mecz z Niemcami na Mistrzostwach Świata. Pierwszy raz oglądałem mecz w pubie na dużym ekranie. Atmosfera jest niepowtarzalna! Trzeba przyznać, że grali powyżej swoich możliwości – starczyło to jednak tylko na przegraną 0:1. Cóż … jeszcze 20 lat (obecne pokolenie "działaczy sportowych" musi odejść) i Polska znów zacznie się liczyć na boiskach światowych. Po meczu poszliśmy na Stary Rynek. Tam też atmosfera była niesamowita!

 Podsumowując: ponad 70km + 7 piwek = "kac gigant" następnego dnia :-D

Zachód słońca pełen koloru

Podczas dzisiejszej jazdy na rowerze udało mi się zrobić fajne fotki zachodzącego słońca:

foto foto